Przeczytawszy na pewnym blogu, jak to biegacze są irytujący,
jak wszystkich w około zanudzają swoim bieganiem, chwaleniem o bieganiu,
rozmowami o bieganiu, o ciuchach do biegania, wyjazdach biegowych i ogólnie
rzecz biorąc odmieniając bieganie przez zestaw słowników PWN, poczułem się
troszeczkę wywołany do tablicy. Poczułem, że to o mnie, że ja tak mam - więc
warto by napisać kilka słów wyjaśnienia.
Tak, ględzę w kółko o bieganiu. Gdyby ktokolwiek zadał sobie
nieco trudu i przeanalizował moje wpisy w facebooka okazałoby się, że bieganie
to tak z 50% tego, o czym piszę, ale nie zagłębiajmy się w takie detale. Dla
uproszczenia sprawy uznajmy, że o niczym innym nie piszę.
Wyjaśniwszy sobie tą kwestię fundamentalną przejdźmy do
kwestii pośledniejszego sortu.
Dlaczego biegacz w kółko ględzi o bieganiu?
Zaraz? Napisałem, że nie będzie?
Wróć!
Nie dotyczy Polaków.
Dlaczego biegacz musi spamować swoimi wynikami na fejsbuniu?
Otóż dlatego, że jest z nich dumny. Jeśli tego nie rozumiesz - załóż buty, strzel dychę na granicy wyrzygania i zobacz, czy gdy okaże się, że te głosy, które słyszałeś w swojej głowie to jednak nie są chóry anielskie, nie będziesz pękał z dumy. Czy nie będziesz chciał się tym pochwalić. Idę o zakład, że wszyscy się o tym dowiedzą. I bardzo dobrze! Dycha na granicy zgonu to wyczyn nie lada.
No tak, ale z drugiej strony - po jakiego grzyba się tak
męczyć? Nie lepiej usiąść z browarkiem i coś obejrzeć w tivi? Tyle dobrego
kabaretu na lokalnych stadionach mamy...
Jeśli pytasz, po co się tak męczyć to znaczy że kompletnie nic nie rozumiesz i,
o ile nie masz jakichś hiper-mega genów, najpewniej wyhodowałeś już taki bębęn,
że własnego ptaka ostatni raz widziałeś na zdjęciach z dzieciństwa - więc
szkoda mojego pisania. I tak nic nie pojmiesz.
Biegacz postuje wyniki, żeby się pochwalić. Nie, nie tylko
Tobie, chyba, że jesteś jego jedynym znajomym. Biegacz ma innych znajomych
biegaczy i chwaląc się wynikami nakręca treningową spiralę. Ileż ja treningów
pobiegłem, bo ktoś ze znajomych nakręcił mnie swoim wynikiem! Ba; biegać
zacząłem, bo już cholery od tych postów na fejsbuku dostawałem! Już tak mnie
wkurwiały, tak uwierały, tak mnie bolało, że znajomi coś robią a mnie bęben
rośnie, że się wściekłem i pobiegłem.
Wróćmy jednak do sedna. Postowanie, poza nakręcaniem znajomych, jest przede wszystkim - powiedzmy to szczerze - chwaleniem się osiągnięciami.
I bardzo dobrze. W tej naszej skundlonej polskiej kulturze nie wychylania się, nie wywyższania, stania w równym szarym szeregu, biegacz jest jak ten wrzód na dupie. Odstaje i uwiera. Krzyczy "patrzcie, jaki kozak jestem. Mam siłę i samozaparcie do zrobienia czegoś z sobą, a wy nie - i dlatego was tak te moje posty irytują. Lenie jedne!"
I co? Teraz mi powiesz, że nic Cię te moje wyniki obchodzą?
Bzdura! Gdyby cię nie obchodziły, tobyś się nimi tak nie irytował.
Poza tym, ja bym się nie afiszował z nieumiejętnością filtrowania wiadomości na facebooku. Powaga. W tych czasach to prawie jak wtórny analfabetyzm.
Cholera.
Znowu nie dotyczy Polaków...
Bzdura! Gdyby cię nie obchodziły, tobyś się nimi tak nie irytował.
Poza tym, ja bym się nie afiszował z nieumiejętnością filtrowania wiadomości na facebooku. Powaga. W tych czasach to prawie jak wtórny analfabetyzm.
Cholera.
Znowu nie dotyczy Polaków...
Dlaczego biegacz musi wyglądać jak pedał?
Pewnie dlatego, że każdy biegacz to pedał!
No bo kto z własnej woli ubiera obcisłe gatki, koszulki, kurteczki w neonowych kolorach, buty jak dyskoteka w remizie? Wszyscy wiemy, jak ubiera się i wygląda "normalny facet" - na pewno nie jak pedał!
Dla tych, którzy mimo wszystko chcą coś z tego zrozumieć, śpieszę z wyjaśnieniem: otóż lajkry są zwyczajnie wygodne i minimalizują otarcia. Spocone ciało, wykonujące kilkadziesiąt tysięcy tych samych ruchów powoduje tarcie. Cholernie. Bolesne. Tarcie. Takie do krwi a czasem do mięsa wręcz. Jeśli coś do ciała ściśle przylega - to się o nie nie ociera. O ile na dystansie pięciu kilometrów różnica będzie niezauważalna, o tyle na piętnastym odczuwa się ją bardzo dotkliwie. Wiem, o czym mówię, bo sam uważałem lajkrowe gatki za szczyt gejozy.
Do czasu aż zacząłem biegać dłuższe dystanse.
Ale czy nie można na te lajkry założyć jakichś szortów?
Przecież to tak gejowo wygląda!
Jak wygląda - to się nie patrz. Nie będę zakładał dodatkowej warstwy ciuchów tylko dlatego, że jakiś zakompleksiony frustrat odczuwa jakiś dziwny niepokój na widok mojej chudej wysportowanej dupy. Jakbym miał obwisłą i spasioną to może bym rozważył taką opcję, ale w obecnej sytuacji - mowy nie ma! Kto wie, może ta dupa rozświetli ponury dzień sfrustrowanej recepcjonistki w bezdusznym korpo. Może minąwszy tą dupę o poranku Pani Krysia z Sądu najwyższego wyda łagodniejszy wyrok?
Dupa może uratować komuś życie, zdajesz sobie z tego sprawę?
Jak wygląda - to się nie patrz. Nie będę zakładał dodatkowej warstwy ciuchów tylko dlatego, że jakiś zakompleksiony frustrat odczuwa jakiś dziwny niepokój na widok mojej chudej wysportowanej dupy. Jakbym miał obwisłą i spasioną to może bym rozważył taką opcję, ale w obecnej sytuacji - mowy nie ma! Kto wie, może ta dupa rozświetli ponury dzień sfrustrowanej recepcjonistki w bezdusznym korpo. Może minąwszy tą dupę o poranku Pani Krysia z Sądu najwyższego wyda łagodniejszy wyrok?
Dupa może uratować komuś życie, zdajesz sobie z tego sprawę?
Dlaczego z biegaczem nie można się napić?
Ponieważ każdy mój wyjazd biegowy odbywa się z towarzyszeniem izotoników chmielowych, nie bardzo wiem, jak na to pytanie odpowiedzieć... Z biegaczem można się napić, zazwyczaj po treningu/ biegu, czy innej imprezie biegowej. Pewne kłopoty sprawia weekendowe zbetonowanie w klubie - a to dlatego, że weekend to czas długich wybiegań i mocniejszych treningów. W tygodniu z czasem i formą bywa różnie, dlatego grubsze treningi zostawia się na weekend. Bieganie po przepiciu... jest słabe - na siłę, na zmęczenie, wbrew rozsądkowi i ostatkiem sił. Poza tym, nie po to człowiek cały tydzień czeka na trening, żeby na nim dogorywać z powodu przepicia. Ale umiera się tylko jeden dzień - ktoś powie. Owszem, jeśli na drugi dzień nie planujesz niczego, poza oglądaniem TV. Jeśli jednak myślisz o zrobieniu 20-25km, poczujesz ten alkohol szybciej niż myślisz i będziesz umierać po wielokroć.
Biegacz pije wtedy, kiedy może. Okazji, jak u każdego,
znajdzie się wiele - toteż trzeba ostrożnie wybierać i mierzyć siły na zamiary.
Piwko po biegu - bardzo chętnie - ale bądźmy szczerzy, kto wychodzi z kolegami
na JEDNO piwko? Jednym piwem to nie ma co ciśnienia podnosić i smaka robić. Po
drugim chce się trzeciego a po trzecim...
Prawda jest taka, że jedno piwo z kolegami występuje w sześciopakach.
Na głowę.
Prawda jest taka, że jedno piwo z kolegami występuje w sześciopakach.
Na głowę.
Piwo to także 300 kalorii a 300 kalorii to pół godziny
biegania. Ponieważ biegamy po to, by dobrze wyglądać, każde piwko to pół
godziny zmęczenia wywalone psu w dupę.
Lubicie robić robotę, która jest męcząca, nikomu nie potrzebna i z góry wiadomo, że nic z niej nie będzie?
No, to bez głupich pytań, dlaczego z biegaczem nie idzie się umówić na melanżyk.
Lubicie robić robotę, która jest męcząca, nikomu nie potrzebna i z góry wiadomo, że nic z niej nie będzie?
No, to bez głupich pytań, dlaczego z biegaczem nie idzie się umówić na melanżyk.
Dlaczego biegacze zapieprzają nie zwracając uwagi na innych ludzi,
światła, samochody, samoloty, sputniki i przemarsz wojsk radzieckich?
A ty jesteś taki porządny?
Zwalniasz na pomarańczowym, parkujesz tylko w miejscach dozwolonych? Nie
chodzisz po ścieżkach rowerowych?
No.
Prawda jest taka, że jak każdy sport masowy bieganie przyciąga też idiotów. Rzecz jasna, o rząd wielkości mniej, niż np piłka nożna, której kibice słyną z wysoce kulturalnych i racjonalnych zachowań, ale umówmy się, że nie równamy w dół.
No więc są debile wśród biegaczy. Jak wszędzie. Śmiem jednak twierdzić, że są mniej groźni od frustratów w samochodach, czy zapieprzających przed siebie niedzielnych rowerzystów na wynajętych rowerach. Dlaczego? Bo mają najwięcej do stracenia. W przypadku jakiejkolwiek kolizji, biegacz jest bez szans - więc siłą rzeczy, musi myśleć z wyprzedzeniem. Musi też myśleć perspektywicznie, bo byle złamanie, naciągnięcie, zerwanie, nie mówiąc już o spotkaniu z kierowcą, święcie przekonanym o tym, że WARUNKOWA strzałka do skrętu w prawo daje mu pierwszeństwo przejazdu, każda kontuzja to dla biegacza kilka miesięcy biegowego odwyku - a nie ma dla biegacza kary większej, nad niemożność biegania.
No.
Prawda jest taka, że jak każdy sport masowy bieganie przyciąga też idiotów. Rzecz jasna, o rząd wielkości mniej, niż np piłka nożna, której kibice słyną z wysoce kulturalnych i racjonalnych zachowań, ale umówmy się, że nie równamy w dół.
No więc są debile wśród biegaczy. Jak wszędzie. Śmiem jednak twierdzić, że są mniej groźni od frustratów w samochodach, czy zapieprzających przed siebie niedzielnych rowerzystów na wynajętych rowerach. Dlaczego? Bo mają najwięcej do stracenia. W przypadku jakiejkolwiek kolizji, biegacz jest bez szans - więc siłą rzeczy, musi myśleć z wyprzedzeniem. Musi też myśleć perspektywicznie, bo byle złamanie, naciągnięcie, zerwanie, nie mówiąc już o spotkaniu z kierowcą, święcie przekonanym o tym, że WARUNKOWA strzałka do skrętu w prawo daje mu pierwszeństwo przejazdu, każda kontuzja to dla biegacza kilka miesięcy biegowego odwyku - a nie ma dla biegacza kary większej, nad niemożność biegania.
Dlaczego biegacze muszą blokować ulice?
A dlaczego muszą robić to kierowcy? Dlaczego w korkach tyle aut z tylko jednym pasażerem? Nie prościej byłoby pojechać autobusem/metrem/tramwajem? Bo co? Bo niewygodnie? Bo ludzie śmierdzą? Dlaczego w imię komfortu kierowców osobówek mają cierpieć ci, którzy jeżdżą komunikacją miejską?
Maratony organizowane są raz, góra dwa razy w roku w jednym mieście. Informacje o utrudnieniach dostępne są dużo wcześniej. Zatrzymanie ruchu ma miejsce w niedzielę, z reguły od 9 do 14. Miejsca, na których nie ma już biegaczy udostępniane są stopniowo w trakcie biegu - więc max czeka się pół godziny. Więc proszę mi tu nie brzęczeć, że niemożność pojechania do galerii handlowej, czy innego kościoła raz w cholernym roku to jakiś wielki dramat jest. Dzień w dzień stoimy w korkach i jakoś nikt z tego powodu scen nie robi, ale wystarczy raz do roku przyblokować kawałek miasta i zaczyna się miauczenie, jaka to wielka krzywda się dzieje.
No bez żartów...
Powodów, dla których każdy biegacz to dupek znalazłoby się
pewnie więcej, ale już mi się pisać nie chce. Inna kwestia, że wedle
współczesnych prawideł dziennikarskich nie należy czytelnika zamęczać zbyt
długimi tekstami, bo się bidul gubi i wątek traci.
Polecam za to lekturę posta, który mnie do powyższego wpisu sprowokował.
Warto czasem spojrzeć na siebie w krzywym zwierciadle ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz