Nie pamiętam już, czy gdzieś o tym czytałem, czy ktoś mi
opowiadał i czy to w ogóle prawda jest, ale ponoć w oddziałach specjalnych
Izraela są dwie sekcje: męska i żeńska. Męską wysyła się sytuacjach
standardowych, gdy trzeba odbić zakładników, wziąć zamachowców żywcem; gdy zaś
sytuacja robi się beznadziejna i nie pozostaje już nic innego jak
"posprzątać" terrorystów - wówczas wpuszcza się kobiety. Po ich
wejściu zazwyczaj i tak już nie ma, co zbierać.
Wchodzą jak przecinak i niszczą wszystko na swojej drodze.
Historia ta przypomniała mi się, gdy zamiast do
"swojego" fizjoterapeuty trafiłem na "zastępstwo" do jego
koleżanki po fachu. Uczciwie ostrzegła mnie, że ma opinię osoby bezlitosnej,
ale jakoś nie wziąłem sobie tego do serca - bo co to, ja nie dam rady?
Nastroszywszy piórka położyłem się na stole i... Zobaczyłem gwiazdy.
Dużo gwiazd.
Całą. Cholerną. Galaktykę.
Dużo gwiazd.
Całą. Cholerną. Galaktykę.
Zabiegi u fizjoterapeuty bywały chwilami bolesne - szczególnie,
gdy trafiał w źródło, w punkt zapalny - ale nigdy nie był to ból, przy którym
musiałbym zaciskać zęby. U jego koleżanki sytuacja była dokładnie odwrotna - z
miejsca weszliśmy na wysoki próg bólu, robiąc tylko okazjonalne przerwy na
złapanie oddechu.
Zupełnie jak na crossFicie ;)
Zupełnie jak na crossFicie ;)
"Jakby za bardzo bolało - to mów" - powiedziała
Natalia - ale gdzie ja tam powiem, że boli. Nie ma miękkiej gry. Choć chwilami
miałem mroczki przed oczami dzielnie zniosłem cały zabieg. Przez koleje dwa dni
sam nie wiedziałem, czy boli w związku z kontuzją, czy dlatego, że
tak mnie fizjo zmasakrowała. Trzeciego dnia okazało się jednak, że boli mniej -
i nie dlatego, że przeszedł ból po zabiegu, tylko dlatego, że coś zaczęło się goić. Mogłem bez bólu podnieść butelkę wody mineralnej.
A więc sukces! Drobny, bo drobny - ale sukces :)
A więc sukces! Drobny, bo drobny - ale sukces :)
Leczenie "łokcia tenisisty" bez użycia sterydów to
nic innego jak przyspieszanie procesu samoleczenia organizmu. Ponieważ okolice
łokcia są słabo ukrwione (a krew jest głównym transporterem produkowanych przez
ciało "lekarstw") trzeba doprowadzić do ich ukrwienia/przekrwienia.
Najprościej zrobić to masażem. Solidnym, dogłębnym masażem, takim, który
wywołuje drobny stan zapalny - wówczas organizm uruchamia wewnętrzne
"systemy obronne", dostaje sygnał, że coś dzieje się źle i zwiększa
produkcję substancji leczących, a im mocniejszy masaż, tym silniejszy bodziec do samoleczenia.
Po kilku spotkaniach z fizjoterapeutką widzę, że postawienie
na "hardkorową" rehabilitację przynosi efekty. Mogę już nosić zakupy,
dam radę wnieść zgrzewkę wody a nawet, bez bólu robię pompki.
Owszem, sesje z Natalią nie należą do najprzyjemniejszych (ostatnio sama żartowała, że są pacjenci, którzy się jej boją) - ale ciężko im odmówić skuteczności. Prawdę mówiąc, są skuteczne, jak cholera - a o to przecież w rehabilitacji chodzi.
Owszem, sesje z Natalią nie należą do najprzyjemniejszych (ostatnio sama żartowała, że są pacjenci, którzy się jej boją) - ale ciężko im odmówić skuteczności. Prawdę mówiąc, są skuteczne, jak cholera - a o to przecież w rehabilitacji chodzi.
Więc jak to jest z tymi żeńskimi oddziałami specjalnymi?
Nawet, jeśli to tylko anedgota - to jak w każdej anedgocie, musi być w tym ziarno prawdy. Każde spotkanie z Natalią utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Gdy wchodzi do akcji, mój łokciowy terrorysta nie ma żadnych szans.
"You can run, but you will only die tired"
Nawet, jeśli to tylko anedgota - to jak w każdej anedgocie, musi być w tym ziarno prawdy. Każde spotkanie z Natalią utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Gdy wchodzi do akcji, mój łokciowy terrorysta nie ma żadnych szans.
"You can run, but you will only die tired"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz