Zachciało mi się pobiegać. Ponieważ jednak na bieganie oporowe
jeszcze za wcześnie a truchtanie, o ile grupowo jest całkiem fajne, o tyle w
pojedynkę nudzi mnie okrutnie, postanowiłem wprowadzić małe udziwnienie. Mówiąc
krótko, połączyć bieganie z elementami crossFitu.
Po wczorajszym treningu, czułem wszystkie górne partie
pleców (a miał być sofick lajcik na rozruch, he he...) - stworzyłem więc combo,
które by te plecy rozruszało a jednocześnie nie zabiło gdzieś w środku lasu kabackiego.
Plan był taki:
3 km rozgrzewki do lasu a potem, co kilometr 10 pajacyków, 10 wykroków, 10 burpees. Zastanawiałem się, czy nie za lekki to zestaw, ale stwierdziłem, że jak na pierwszy raz, na spróbowanie, może być i opcja ulgowa.
Pobiegłem.
Plan był taki:
3 km rozgrzewki do lasu a potem, co kilometr 10 pajacyków, 10 wykroków, 10 burpees. Zastanawiałem się, czy nie za lekki to zestaw, ale stwierdziłem, że jak na pierwszy raz, na spróbowanie, może być i opcja ulgowa.
Pobiegłem.
Już pierwszy przystanek dał do zrozumienia, że pod żadnym
pozorem nie jest to wersja ulgowa. O ile pajacyki i wykroki szły bez problemu,
o tyle burpees... Burpees to burpees, zalegalizowana forma sportowego samobójstwa.
Po dziesięciu czujesz ból, po dwudziestu masz dość, po trzydziestu umierasz a
jak zrobisz czterdzieści to jesteś kawał zucha.
W lesie jak to lesie - brudno jest - więc nakładanie białej,
orlenowej koszulki nie było dobrym pomysłem, tym bardziej, że od piątej
"stacji" zwyczajnie padałem na glebę, zaś uświnione ziemią i liśćmi
ręce wycierałem o siebie.
Sam zestaw okazał się być świetnie dobrany. 5 minut truchtu,
3 minuty ćwiczeń, 5 minut truchu, 3 minuty ćwiczeń - akurat, żeby nie wpaść w
rytm biegowy i nie zamęczyć się burpeesami. Wszystko w idealnych proporcjach.
No, może poza dwoma ostatnimi stacjami, na których zwiększyłem liczbę powtórzeń
o 50 i 100%
Ponieważ pobiegłem z paskiem cardio, mogłem zobaczyć, jak
zachowywał się organizm podczas przerw na elementy crossowe. Tak, jak zakładałem,
najwyższe tętno i pobór kalorii był w trakcie burpeesów. Każda stacja to
wzniesienie, którego szczyt przypada na fazę końcową - czyli dokładnie na
burpki. Średnie spalanie przy burpeesach
to ok 130% spalania biegowego, przy czym trzeba pamiętać, że był to dość luźny
bieg - średnio 6.10 min/km.
Bardzo mi się spodobał dzisiejszy wynalazek. Zrobiłem 115 pajacyków, 115 wykroków z kolanem do ziemi, 115 burpeesów i przebiegłem 15km. Wszystko razem zjadło 1230kcal w niecałe 2h. Od tej pory każde
bieganie w lesie, jeśli tylko nie będzie błota, będę łączył z elementami
crossowymi. Poeksperymentuję z ilościami, kombinacjami, może dodam jakieś
pompki, przysiady - tak, żeby ta leśna dycha była jakimś wyzwaniem, żeby coś
się działo
Bo jak jest za normalnie, to jest nudno ;)
Bo jak jest za normalnie, to jest nudno ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz