Zaczęło się kompletnie przypadkowo. W trakcie kilkudniowego
ciągu biegowego znajoma podesłała mi "obrazek na opamiętanie". Obrazek
pochodził ze fejsbukowego profilu crossFit
Podlasie. Kliknąłem w profil, poczytałem, pooglądałem i nie minęła chwila, gdy
szukałem crossFitu w Warszawie. Okazało się, że mam go pod nosem - 10 minut od
pracy.
Bywałem zmęczony, robiłem półmaratony na ostrym kacu, ale
pierwszy trening CF to był koszmar, którego, choćbym chciał, nie byłbym w
stanie sobie wyobrazić. Przyzwyczajony do jednostajnego, długotrwałego wysiłku,
jakim jest bieganie, byłem kompletnie nieprzygotowany na godzinę treningu
explozywnego, nieustannego balansowania na granicy możliwości, pracy daleko
poza progiem bólu. To nie był trening, to był wpierdol. Byłem skatowany,
skotłowany, roztrzęsiony i nieprawdopodobnie z tego wszystkiego zadowolony.
Mokre ciuchy oblepiały mnie jak zużyte szmaty, każdy centymetr ciała wył w
niebogłosy a ja czułem, że to jest to, że jutro idę wykupić karnet, że zostanę
tu na dłużej.
Najkrótszym określeniem crossFitu byłoby: mix ćwiczeń
aerobowo siłowych wykonywanych na szaleńczej intensywności, bez chwili
odpoczynku.
Typowy trening wygląda +- tak: Robimy kilometr biegu, potem 15 pajacyków, 15 przysiadów, 15 pajacyków przednich, 15 burpees (padnij-powstań-podskocz) 15 Double Unders (dwa obroty skakanką na jeden podskok, skakanka z podwójną szybkością) 300 m biegu z piłką lekarską na ramieniu/nad głową, 20 wymachów kettlem + rozciąganie.
To jest rozgrzewka, która zajmuje ok 15-20 minut
Typowy trening wygląda +- tak: Robimy kilometr biegu, potem 15 pajacyków, 15 przysiadów, 15 pajacyków przednich, 15 burpees (padnij-powstań-podskocz) 15 Double Unders (dwa obroty skakanką na jeden podskok, skakanka z podwójną szybkością) 300 m biegu z piłką lekarską na ramieniu/nad głową, 20 wymachów kettlem + rozciąganie.
To jest rozgrzewka, która zajmuje ok 15-20 minut
Następnie jest danie główne, czyli trening właściwy. Na
ostatnim treningu wyglądało to tak:
Bear Complex : martwy ciąg, zarzut sztangi, przysiad ze
sztangą, wyciśnięcie do góry, przysiad ze sztangą za plecami, wyciśnięcie do
góry
Burppe Box Jumps
I w max 25 minut robimy zestaw następujący:
1. 5 Bear Complex, 500m biegu, 10 Burpee Box Jumps
2. 4 BC, 400m biegu, 8BBJ
3. 3 BC,300m, 6 BBJ
4. 2 BC, 200m biegu, 4 BBJ
5. 1 BC, 100m biegu, 2 BJ
2. 4 BC, 400m biegu, 8BBJ
3. 3 BC,300m, 6 BBJ
4. 2 BC, 200m biegu, 4 BBJ
5. 1 BC, 100m biegu, 2 BJ
Na koniec zostaje 10 minut rozciągania i wyciszenia, co w
praktyce przekłada się na dogorywanie na podłodze.
Jednym z ciekawszych doświadczeń związanych z crossFitem
jest przewartościowanie własnej kondycji. Do niedawna wydawało mi się, że jestem
nieźle wysportowany, kondycję mam niczego sobie, w końcu biegam po 200km
miesięcznie - tymczasem jeden trening CF udowodnił mi, że wcale nie mam
kondycji, że tak mi się tylko wydaje. Poczułem, jakbym ponownie zaczynał od
zera.
Rzecz jasna, trochę tu sytuację upraszczam. Nie chodzi o to,
że w ogóle kondycji nie mam. Rzecz w tym, że bieganie a CF to są dwa zupełnie różne typy wysiłku i o ile przejście z CF do
biegania daje jakieś "bonusy startowe" o tyle przechodząc z biegania
do CF, bonusów takich nie odczułem. No, może biegi idą mi nieco lżej - ale to
naprawdę "nieco". Nie więcej.
Zasadnicza różnica pomiędzy bieganiem a CF jest taka, że
biegam tak, jak mi kondycja pozwala, zaś na CF ćwiczę tak, jak jestem do tego
zmuszony. Rzecz jasna, nikt mnie do tego nie zmusza siłą. Umowa jest taka, że
skoro tam przychodzę - to właśnie po to, żeby dotrzeć do granicy. Treningi CF
skonstruowane są tak, by za każdym razem było to doznanie krańcowe, zaś
bieganie...
Z tym bieganiem mam pewien problem, ponieważ jest to
aktywność, która organizuję sobie sam - sam jestem sobie trenerem, sam się
motywuję oraz, gdy zaczyna naprawdę boleć, sam sobie odpuszczam. Nie mam
problemów z bieganiem długich dystansów, czy biegiem w upał. Problemem jest dla
mnie przekroczenie w biegu granicy zdrowego rozsądku. Nawet, gdy podnoszę sobie
dystans, podnoszę go tak, by mieć pewność, że na pewno go pokonam. Gdy przyśpieszam,
zawsze jest to przyśpieszenie, które kontroluję. Wewnętrzne mechanizmy bezpieczeństwa
cały czas czuwają, bym nie przeholował.
Na crossFicie jest zupełnie odwrotnie. Na dzień dobry
dowiadujesz się, że masz do zrobienia coś absolutnie ponad swoje siły, po czym...
robisz to, bo po to tu przyszedłeś, bo wszyscy wokół robią, bo będzie wstyd
przed samym sobą.
Przykład z tego tygodnia: 100 pompek w staniu na rękach. Do głowy by mi nie przyszło nawet o tym pomyśleć. Toż to abstrakcja kompletna! Zrobię jedną, może max dwie, ale stówa? Tymczasem z trenerem nie ma gadania, bo po to tu przyszedłem, żeby robić niemożliwe. Nie podoba się - wracaj tam, gdzie jest ci wygodnie. Więc robię. Robię nie pełne, poprawne pompki w staniu na rękach, ale wersję uproszczoną, z nogami na skrzyni, która co prawda nijak ma się do wersji właściwej, ale jak na mnie jest wersją maximum i przyzwyczaja do coraz większego ciężaru na barkach. Robię dychę. Przerwa. Druga dycha. Przerwa. Potem Osiem... Siedem... Sześć... i tak kawałek po kawałku dobijam do stówy. Na koniec, od siebie dorzucam jeszcze dychę, bo w końcu robiłem to w wersji oszukanej. Tylko czy aby na pewno oszukanej? Tu nie chodzi o to, by zrobić coś idealnie, jak z podręcznika. Chodzi o to by zignorować ból i zrobić co jest do zrobienia, by dać z siebie maximum, dojść do granicy i przesunąć ją.
Przykład drugi: skakanka.
Na crossFicie skacze się Double Unders, czyli skakankę na podwójnej prędkości (jeden podskok, dwa obroty skakanki). W życiu na skakance nie skakałem a tu dowiaduję się, że jednym z elementów treningu jest 40 Double Unders. Cztery serie po 40.
160 skakanek? Do jutra tyle nie zrobię - po czym dowiaduję się, że dla tych, który robią "Single", czyli klasyczną, pojedynczą skakankę, mnożnik wynosi 4.
Cztery raz sto sześćdziesiąt skakanek.
640 sztuk.
Nie - w - tym - kurwa - życiu.
Na crossFicie skacze się Double Unders, czyli skakankę na podwójnej prędkości (jeden podskok, dwa obroty skakanki). W życiu na skakance nie skakałem a tu dowiaduję się, że jednym z elementów treningu jest 40 Double Unders. Cztery serie po 40.
160 skakanek? Do jutra tyle nie zrobię - po czym dowiaduję się, że dla tych, który robią "Single", czyli klasyczną, pojedynczą skakankę, mnożnik wynosi 4.
Cztery raz sto sześćdziesiąt skakanek.
640 sztuk.
Nie - w - tym - kurwa - życiu.
Zaczynamy trening, biorę skakankę. Ciułam po 2-3 podskoki.
Inni zaczynają już drugie powtórzenie całego setu a ja dalej dłubię, ale już po
6, po 8, czasem nawet jakaś dycha wpadnie... Mija założony czas a ja ledwie
skakanki zrobiłem. Z jednej strony złość, bo to raptem 1/3 treningu, z drugiej
zaś duma urywa łeb, bo jednak zrobiłem te cholerne 640 skakanek. Zrobiłem coś,
co wydawało mi się niemożliwe do zrobienia.
Zrobiłem bo musiałem. Po prostu.
Zrobiłem bo musiałem. Po prostu.
Zasadnicza "mentalna" różnica pomiędzy CF a
bieganiem polega u mnie na tym, że biegam tak, jak mogę a na CF robię rzeczy
niemożliwe. Może to kwestia psychicznej konstrukcji, ale wybiegając nie umiem
zmusić się do przekroczenia granicy rozsądku, cały czas poruszam się po
marginesie bezpieczeństwa. Na crossFicie wychodzę poza ten margines już na
rozgrzewce a potem robię rzeczy coraz bardziej i bardziej absurdalne. Gdybym
miał zrobić to sam - nawet bym o tym nie pomyślał, zaś ćwicząc w grupie robię
to z przyjemnością.
O ile doświadczenia biegowe niespecjalnie pomagają przy
crossFicie o tyle doświadczenia z crossFitu bardzo pomagają w bieganiu.
Podstawową zmianą jest odważniejsze wychodzenie poza margines bezpieczeństwa.
Ostatnie zmiany w życiówce na dychę (raz urwałem 1,5 minuty, drugi raz minutę)
to ewidentne pokłosie crossFitowej ekstremy. Przekroczywszy raz i drugi
granicę, która wydawała się tak odległa, że człowiek nawet o niej nie myślał
(skakanka pompki na rękach) coraz odważniej poczynam sobie przy bieganiu, coraz
wcześniej i coraz mocniej dociskam; coraz mniej się boję, że dojdę do punktu,
za którym spuchnę. Dojdę? Spuchnę? No to trudno, najwyżej. A jeśli nie spuchnę?
Jest tylko jeden sposób, aby sie przekonać... Poza tym, ojciec, skoro robisz te
cholerne sześćset skakanek, to co to jest dla ciebie docisnąć do 5min/km?
Na koniec pozostaje jeszcze kwestia nagrody.
Ponieważ każdy trening CF skonstruowany jest tak, by był doświadczeniem
krańcowym, za każdym razem jest okazja do przesunięcia granicy a co za tym
idzie - endorfinowego deseru. Bieganie, z racji tego, że odbywa się na
marginesie bezpieczeństwa, nie daje mi tej nagrody tak często - bo w końcu nie
co dzień robi się życiówki - tymczasem crossFit proponuje mi ten deser
codziennie.
Muszę sobie tyko na niego zapracować ;)
Muszę sobie tyko na niego zapracować ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz